Co w Szwecji piszczy – zbiór ciekawostek

PicsArt_03-12-11.45.14.jpg

Wyjeżdżając do innego kraju natykamy się często na malutkie różnice. O i tych tycich dziś właśnie opowiem w kilku slowach. Będzie o wodzie, lumpach i urzędach.

  1. Personnummer

Żeby cokolwiek załatwić, umówić się do lekarza, zapisać do szkoły czy założyć konto w bamnku, potrzebny jest numer personalny. Numer składa się z daty urodzenia oraz czterech dodatkowych cyfr i najprościej tłumacząc, to taki szwedzki pesel. Nawet, żeby zapisać się do biblioteki czy na siłownię jest potrzebny. Można dostać tymczasowy, w czasie oczekiwania na ten właściwy. I bez tego numeru nic poważnego się tak naprawdę nie załatwi. Pierwszy krok w życiu na szwedzkiej ziemi to postaranie się o ten niego, zazwyczaj na podstawie stałej umowy o pracę. Żeby go dostać, to też trzeba się niestety nagimnastykować. Niektórzy dostają w tydzień, bo mają normalną umowę o pracę na stałe. Ja z kolei, kiedy składałam podanie, miałam akurat umowę czasową bez określonej ilości godzin w etacie i niestety był problem. Personnummer jest superpotrzebny i jeśli planujecie tu zostać, to trzeba go mieć.

2. Numery telefoniczne wybiera się przez 0

Tak jak kiedyś w Polsce, młodsze pokolenie nie pamięta już pewnie, numery zaczyna się wykręcać od zera. Na upartego można od +46, co jest numerem kierunkowym do Szwecji. Jeśli ktoś dużo podróżuje za granicę, warto mieć wszystkie numery zapisane z kierunkowym i nie tyczy się to tylko Szwecji.

3. Dane personalne są jawne

Tak naprawdę można się o danej osobie dowiedzieć prawie wszystkiego, oprócz numeru personalnego, konta czy danych karty płatniczej. Gdzie mieszkasz, z kim i jak duże jest Twoje mieszkanie czy dom, to dane jawne, każdy też może zamówić raport o danej osobie, z którego dowie się np. jakie masz zobowiązania i ile zarabiasz (dokładnie, ile zarobiłaś w zeszłym roku i latach poprzednich, raporty są tworzone na podstawie zeznań podatkowych). Jednak podmiot dostanie informacje, o tym, że taki raport został pobrany. No i trzeba za niego zapłacić. Szwedzi byli kiedyś (to się ciut zmieniło wraz z biegiem lat) narodem bardzo ufnym, który to klucze do domu chowa pod wycieraczkę. No i wychodzą z założenia, że skoro nie masz nic do ukrycia, to dlaczego by to ukrywać.

PicsArt_03-12-11.45.52.jpg

Personalnie jest to coś, co mnie najbardziej denerwuje w tym kraju. Miałam w przeszłości do czynienia ze stalkingiem i opcja, że jakiś oszołom może się dowiedzieć o mnie prawie wszystkiego przeraża mnie i irytuje.

4. Urząd on-line

Prawie wszystko da się załatwić za pośrednictwem sieci. Ostatecznie można skorzystać z telefonu, ale i tak zazwyczaj skierują do internetu. Sprawy urzędowe, biblioteczne, bankowe, lekarz, podatki, abonament. Dosłownie prawie wszystko. To za sprawą dowodu elektronicznego  który pełni również funkcję elektronicznego podpisu. W zdecydowanej większości przypadków, nie trzeba wychodzić z domu.

O podpisie elektornicznym pisałam tu: Dowód elektroniczny BankID i szybki przelew Swish

5. Rzeczy używane

Szwedzi kochają stare przedmioty, przede wszystkim te z klasycznych materiałów typu drewno, kamień, porcelana. Sprzedają starocie i kupują je na potęgę, co po pierwsze jest eko, a po drugie, zazwyczaj te rzeczy są relatywnie tanie. Sklep, w którym można kupić rzeczy używane, a właściwie dosłownie wszystko, co kiedyś już miało właściciela (albo i nie, bo są też rzeczy zametkowane, w oryginalnych opakowaniach) nazywa się loppis. Takich loppisów jest mnóstwo i są wszędzie. Co można kupić w takim loppisie? Książki, ubrania, sztućce, lampę, gramofon, kanapę, kosiarkę, pianino, grę planszową, płytę winylową, krzesło, komputer, talerz, doniczkę i naprawdę wierzcie mi, masę innych ciekawych rzeczy. Jak wspomniałam, prawie wszystko. Zdarzają się też loppisy prywatne, np. jadąc przez wieś możesz się natknąć na znak i okazuje się, że w garażu ktoś ma zorganizowany taki składzik.

PicsArt_03-12-11.46.31.jpg

6. Dobre, bo szwedzkie

Wikingowie kochają swoje towary. Mleko szwedzkie jest najsmaczniejsze. Warzywa najzdrowsze. Buty najwygodniejsze. Meble najpiękniejsze. Ogólnie wszystko co ma metkę pochodzenia ze Szwecji, na pewno znajdzie nabywców. Po pierwsze jest to eko, bo zaoszczędza się na różnego rodzaju transportach. Po drugie, co ważniejsze, Szwedzi to konsumpcyjni patrioci.

7. Gwiazdy i oddychanie

Otoż lądując w Sztokholmie, a w każdym razie niedaleko niego, oddycham pełną piersią. I choć moje rodzime miasto w Polsce i tak nie produkuje tyle smogu co śląskie aglomeracje, i tak czuję różnicę. Powietrze tu, jak przystało na płuca Europy, jest genialne. Przez co można zauważyć też kolejną rzecz, jeśli pogoda akurat nie płata psikusa, to zawsze w nocy widać gwiazdy i widoczność jest doskonała. Jak w Polsce na wsi. A kto kiedyś spędził noc na wsi pod gwiazdami, wie o czym mówię.

8. Darmowa woda

Tutaj poruszę dwie kwestie. Pierwsza jest taka, że woda, jak w większości krajów europejskich, jest w restauracjach bezpłatna. Knajpy, bary, fastfoody – wszystkie te miejsca oferują wodę do picia za darmo. Wynika to pewnie częściowo też z tego, że czysta woda jest tu super dostępna, bowiem… leci z kranu. I wszyscy ją piją. Ale o tym kiedyś już pisałam. Także jak Wam kelner w Szwecji przyniesie kranówę w karafce, nie macie się o co burzyć, wszyscy taką podają i piją.

Druga woda, to ta bieżąca w kranie właśnie. Otóż w większości miejsc mieszkalnych jest ona wliczona w czynsz i zawsze kosztuje tyle samo. Były rozmowy na temat zamontowania liczników wody, ale wyobraźcie sobie, że raczej nie ma póki co takich indywidualnych. Więc ludziom wydaje się, że woda jest za darmo i jak mówię, że w Polsce się za to płaci, to robią wielkie oczy. Bez różnicy ile wody zużyjesz, ani nie dopłacisz, ani nie dostaniesz zwrotu kasy.

9. Ciasne rury

Średnica montowanych rur odpływowych jest mniejsza niż tych, z którymi się spotkaliśmy w Polsce. Także jeśli kiedyś wyrzuciliście patyczek higieniczny do klozetu, tu możecie o tym zapomnieć. Zapcha się wszystko w cholerę. Drogie Panie, wszelkie artykuły natury higienicznej, również lądują w koszu. Ostatnio wizytowały mnie znajome, miałyśmy taki babski zlot i wspomniałam o tym właśnie, że proszę do kosza maszerować, jeśli będzie potrzeba. I wtedy jedna z koleżanek stwierdziła, że przecież to niehigieniczne i jak to tak. Zbiorowo musiałyśmy jej wytłumaczyć, że niestety, ale przepływy są tak małe, że nie można pchać innych rzeczy niż papieru toaletowego do ubikacji. A śmieci po prostu trzeba częściej wyrzucać.

I tak kończąć akcentem Nic co ludzkie, nie jest mi obce żegnam ten Skaniedziałek.

Jeśli lubicie takie porcje szybkich i krótkich ciekawostek, to podrzucam jeszcze wpis, który popełniłam kilka lat temu: Z pamiętniczka imigranta

Miłego czytania!

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s