Władca, Forest i marudzenie

22

Koniec roku to zawsze taki nostalgiczny czas wspominek, użalania się, deklaracji zmian i postanowień noworocznych. A jakże, i ja zaczęłam pisać  pod koniec grudnia tekst pełen uniesień i rzewnych przemyśleń, który póki co i tak schowałam do przysłowiowej szuflady. W związku z nowym rokiem, wszystkiego najlepszego Wam życzę. Żeby zwyczajnie i po prostu było dobrze.

Od iluś lat, niezmiennie, staram się przynajmniej raz w roku zaliczyć maraton. Władcy Pierścieni.  W wersji rozszerzonej. W ubiegłym, 2017, nie zdążyłam. Oglądałam co prawda poszczególne części, ale nie od razu po sobie. Krótkie wprowadzenie jak daleko sięga moja Władco-obsesja. Kiedyś wsiąkłam w internety i odnalazłam się po siedemdziesięciu dniach na dnie jakiegoś wąwozu w Austrii, w obszarpanym ubraniu, z uczuciem wielodniowego głodu i pragnienia, a wszy wesoło harcowały mi na głowie i nie tylko. Ale bateria mojego laptopa (możecie nie wierzyć) nadal działała. Gdyby ktoś wtedy mnie zobaczył, mógłby zauważyć, jak na umorusanej twarzy rozlewa się uśmiech zadowolenia i spełnienia. Poznałam ciekawostki, obejrzałam całość dostępnych materiałów zakulisowych, przeczytałam wywiady z obsadą i twórcami, podsumowując – dowiedziałam się wszystkiego czego można było o filmowej trylogii. Wstałam, otrzepałam cuchnące odzienie i dzielnie rozpoczęłam poszukiwania przystanku autobusowego. Do domu. I nie była to Nowa Zelandia.*

Dobrze, może nie wiem wszystkiego i wcale nie obudziłam się na dnie wąwozu w Austrii, ale i tak korzenie obsesji sięgają dość głęboko. Choć… poznałam gorszych freeków i Władcopojebów. Łączmy się (Jeśli ktoś zapyta to powiem, nawet jeśli nie zapyta, też powiem, że mam jedyny pierścień, który to ma władzę nad innymi i je w ciemności zwiąże. Zamówiłam z ponad dziesięć lat temu na allegro…). Może się zdarzy, że kiedyś przygotuję wpis z ciekawostkami na temat Trylogii. Póki co jednak…

11

… wracając do marudzenia! Zaczęłam oglądać Władcę. Wersje rozszerzone, czy jak kto woli reżyserskie, jak zwał tak zwał, to cały dzień oglądania z krótkimi przerwami na siku i kupę oraz porwanie z lodówki parówy z musztardą do przegryzienia. Nie mając tyle czasu w jednym ciągu, starałam się dawkować. Dzień, w którym zaczęłam pisać ten tekst był ostatnim  w roku, a do tego prawie wieczór, więc szans żadnych na zrealizowanie maratonu. Obiecałam solennie sobie samej, że choć w pierwszym tygodniu stycznia, ale dociągnę do końca. Nic z tego. A winę ponosi, nie kto inny, a ojciec. Przecież nie ja. Okazało się, że trzecia część Władcy, którą w ramach uprzejmości przekopiował mi kiedyś, jest z lektorem. A toż by było świętokradztwo oglądać jak Aragorn patetycznie zagrzewa do boju armię głosem jakiegoś zioma. Nie, nie, nie. Nie. Koniec końców, przeryłam sieć, a w sieci dupa. Cena za legalnego LOTRA*** do pobrania to jakiś żart. I nie obejrzany pozostał, wśród wyrzutów sumienia, łez i smarków, czeka na mnie. Kiedyś wrócę.**

Choć Władcę uwielbiam, znam jego wady. Widzę je i mimo nich, jak tego prosiaka, który jest słodziaśny, ale robi śmierdzącą kupę, kocham ten film. Nie jest idealny. Jednak istnieje takowy. Spośród pewnie wielu, ten, który na to miano zasługuje i jest moim numerem jeden wszechczasów. Forest. Forest Gump. 

44

Tom Hanks wyjaśnił kiedyś skąd wziął się charakterystyczny akcent bohatera. Mianowicie aktor grający młodego Foresta taki właśnie akcent miał. I dość opornie szło mu pozbycie się go. Stwierdzono więc, podobno Tom stwierdził, że łatwiej i szybciej będzie, jeśli to starsza wersja Foresta przyswoi sobie sposób mówienia młodszej wersji. I tak oto powstał jeden z najcharakterystyczniejszych akcentów filmografii.

Facet, który zawsze jest w centrum wydarzeń i dziwnymi przypadkami wpływa na losy świata. Przynajmniej jego części. Kiedyś przeczytałam książkę w podobnym klimacie. Tak, wiem, że Forest Gump też jest na postawie powieści. Nie, nie czytałam. Nie, nie zamierzam. Znam zarys fabuły i bardziej odpowiada mi ta filmowa. Wracając, książka, której bohater jest pępkiem dziwnych wydarzeń i restrospekcje uświadamiają nam, że to co najmniej mesjasz, nosi tytuł „Stulatek, który wyskoczył przez okno i zniknął”. Tu z kolei nie obejrzałam filmu, który powstał na jej podstawie. A powieść polecam gorąco, można się usmarkać ze śmiechu zaczytując się w perypetiach Alana i jego towarzyszy.

33

Wracając do Foresta jeszcze, zawsze zastanawiało mnie dlaczego przed Robin Wright kariera nie rozkwitła tak jak przed Tomem. Przykro. Kobieta o świetnym szlifie aktorskim i niemałym talencie. A zaginęła gdzieś w odmętach i nie widzieliśmy jej w czołówce wiele lat, do czasu aż z pierdolnięciem pojawiła się w House of Cards. Och, cóż za serial! Cóż za kunszt aktorów! I Kevin tak musiał zjebać… Przestałam oglądać i nie wrócę już.

Komicznie może, ale jeśli stwierdzam,  że ktoś jest złym człowiekiem, na podstawie wydarzeń, prasy, wywiadów lub własnych niewiadomoskąd przemyśleń, przestaję wspierać jego działalność artystyczną. W każdym calu. Nie słucham, nie oglądam, nie czytam, nie należy mu się już nic. I dlatego jesteśmy poróżnieni z Axelem, bo pobiciem doprowadził żonę do poronienia. I dlatego nie obejrzę już nigdy Bravehearta, bo Mel jest agresywnym pojebem. Nie zrozumcie mnie źle, każdy ma swoją ciemną stronę, grzeszki, przewinienia, bagaż i mnóstwo na sumieniu. Kto jest bez winy, niech pierwszy rzuci gównem, oczywiście. Jednak różnica zasadniczo polega na odróżnieniu bycia wrednym czy pogubionym od walenia niemowlakiem o ścianę.

Żeby zakończyć pozytywnie i znaleźć światełko w moim tunelu, jak widać na załączonym obrazku, dokończyłam wpis sprzed prawie dwóch miesięcy. To in plus. Daje nadzieję na dalsze. A prawdę mówiąc, ostatnio mam cholerną ochotę pomarudzić trochę w internetach, więc może i tu coś skapnie. Jeśli nie będę złorzeczyć, to chociaż dzielić się dobrociami muzyki i przepatrywać playlisty w poszukiwaniu czegoś co mogłoby Wam ciut ciut zasmakować.

I na sam koniec krótki update przyrodniczy. Pozbyłam się połowicznie miana roślinokillera. „Kwiat” imieninowy ma pół roku, żyje, od czasu do czasu spłaszcza się i zwija listki, ale podlany odżywa i nadal zipie. Małe kaktusy mają kilka miesięcy i urosły. Do pełni szczęścia brakuje jedynie twierdzenia, że aloes ma się świetnie. Ale ma się średnio. Chyba, dosłownie komedia, był za często podlewany. Zasuszam go od kilku tygodni i czekam na efekt. Jeśli nie padnie, zostanie zwycięzcą i dostanie trochę wody. Posłuchajcie rady dobrej cioci, czyli mnie, najlepsze są sztuczne rośliny z Ikea! Wyglądają jak żywe i nikt się nawet nie domyśla, że to plastik. Plastic fantastic, a przeca wiadomo, że plastikowe to lepsze, bo przetrwa miljiony lat i nie kipnie. Hej ho!****

 

*Wtajemniczonym nie trza tłumaczyć, a niewtajemniczonym tłumaczę – Nowa Zelandia a.k.a. Dom a.k.a teren, gdzie kręcono Władcę, czyli najlepsze miejsce na świecie krótko mówiąc. Bez dyskusji.
**Obchodzę większość świąt, zazwyczaj z racji prezentów, więc przy okazji tych najbliższych, może ktoś znajomy nie zapomni o mej miłości i sprezentuje Trylogię. Bez lektora. I broń boże bez dubbingu.
*** LOTR – Lord of the Rings (ang.)
****To żart z tym plastikiem. Wiadomo, że najlepszy jest azbest.
Reklamy

13 myśli na temat “Władca, Forest i marudzenie

  1. Muzyka muzyką, ale jakieś zdjęcia z zamorza chętnie bym zobaczyła. A tak w ogóle, okazało się, że mój profesor zna szwedzki i tak się jakoś zgadaliśmy na egzaminie, że usłyszałam „hej da” zamiast „do widzenia” 🙂 I dzięki Tobie wiedziałam co to znaczy ^^

    Polubienie

    1. Genialnie! Może chcesz, żebym Ci podrzuciła kilka zwrotów, które mogą go lekko zszokować? (nie wulgarnych etc, po prostu ciekawych).
      Nie ma zdjęć. Może jeśli wydębię od znajomków to coś będzie. 🙂

      Polubienie

    2. Chętnie! Za rok znów będę miała z nim zajęcia. Może i lepiej, że nie wulgarnych, bo pan profesor trochę prowokuje do sarkastycznych odpowiedzi i mogłabym zapomnieć ugryźć się w język 😀
      Czemu nie robisz sama zdjęć?

      Polubienie

    1. Nawet nie chodzi o to, że jeśli przeczytamy w związku z kulturą, biografią i historią to wtedy staje się nieświeże, jeśli jest to pierwsza książka, może nawet zyskać, lecz jak jest to lektura jedna z kilku (fantasty) wtedy widzi się schemat, i ducha (epoki), tak uważam- i oczywiście- każda z nas może mieć odrębne zdanie, i nie chodzi (mi) o to by kogoś/ Ciebie przekonać, poza tym, mogę być w błędzie. Dzielę się swoimi spostrzeżeniami,oczywiście lektura (dalej) może się podobać. Pozdrawiam, miłego dnia.

      Polubienie

    2. Fajnie, że słuchasz i chcesz usłyszeć. A dlaczego tak do niego podchodzisz. Chętnie wysłucham/ przeczytam, jeśli zechcesz się podzielić, oczywiście.

      Polubienie

    3. Szanuje za wklad pracy, tworzenie jezykow (!), uniwersum od poczatku do konca i nieco patetyczna, ale jednak wspaniala historie. Co prawda Tolkien sam inspirowal sie podaniami i legendami, jednak spuscizna jaka zostawil tworzac swoj swiat fantasy byla ogromna i gro tworcow po nim czerpalo z tego garsciami. Jedyne co moglabym zarzucic to wlasnie za duzo patosu momentami (ale to wybaczam) i brak kobiet w dominujacych rolach (tu rozumiem, wojenka w tamtych czasach to domena samcow).

      Polubione przez 1 osoba

    4. Co do tworzenia języków to także doceniam. Nie zgodzę się, że wojna ” w tamtym czasie to domena samców”-chociaż tak to przedstawiano. I Tolkien swój szkielet powieści zaczerpnął był z „podróży bohatera”. I ja z Twoimi zarzutami się zgadzam. Pozdrawiam

      Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s