A w szkole robiliśmy kebaby!

 

PicsArt_06-20-11.26.26

Im się robię starsza, tym częściej zbiera mi się na wspominki. Może wiek, może nuda, może wrodzony sentymentalizm a może przyjemność zanurzenia się w czasach bezproblemowych. Tak bardzo chcemy dorosnąć, będąc dziećmi. A po latach mamy ochotę wsiąść w wehikuł czasu, znaleźć swoje dziecięce ja, porządnie nim potrząsnąć i powiedzieć: Dzieciaku! Ogarnij pałę! Bądź dzieckiem jak najdłużej. 

Mój brat robił kebaby w szkole. Odwracano uwagę delikwenta na lekcji, następnie podkradano mu plecak, wyjmowano wszystko, przewracano go na lewą stronę, pakowano na powrót rzeczy i podkładano pod ławkę. I to był właśnie kebs. Rekord to pięć razy tej samej osobie na jednej lekcji. Ofiarą był Olek z Kurzej Fermy. U mnie robiło się kebaby z owalnych piórników.

Pamiętam też okres karteczek. Papierowe notesiki, w późniejszym okresie wkłady do segregatorów z różnymi grafikami. Mieliśmy ich całe albumy i skoroszyty. Weronika z zerówki zawsze pytała: „Po-po-po-wymieniamy się ka-ka-karteczkami?”. Najlepsza kumpela z  mojego okresu sześciolatka. Urocza blondyneczka, delikatnie jąkająca się, zawsze była uśmiechnięta. Nie mam pojęcia co się dziś z nią dzieje.

Już w podstawówce był szał na kapsle. Chyba tazosy na to mówiliśmy. Pamięć płata figle. Jednak jestem pewna, że te większe, które służyły do zbijania ułożonego z kapsli stosu, nazywały się zaperami. Uzbierałam dość pokaźną kolekcję i cieszyłam się nią do dnia, kiedy w duchu hazardu przegrałam na szkolnym korytarzu wszystko. Łącznie z ostatnim ulubionym zaperem skonstruowanym z kilku posklejanych cienkich. Od tego czasu nie stawiam all-in.

Jakież emocje były związane z kolei z okresem w grę karcianą Flirt towarzyski. Karty z całej talii miały zamiast symboli na jednej stronie ileś zdań i pytań. Ponumerowanych w kolejności. Np. Chcesz się ze mną umówić?, Lubię Cię, Chciałbym iść z Tobą do kina, Zdziwisz się, Zaryzykuj!, Czy nie za szybko?. Grając w grupie podawało się wybranej osobie kartę i mówiło numer. Można było w ten sposób zadać pytanie nie wypowiadając go na głos. I oczywiście czekało się na satysfakcjonującą odpowiedź, również w formie karty. Taki czat z gotowymi frazami do użycia. Bawiliśmy się w to w autobusach, jeżdżąc na szkolne wycieczki. Moje, wtedy jeszcze niewinne, serduszko biło szybciej z każdą kartą otrzymaną od klasowej sympatii.

Biegaliśmy za piłką, graliśmy w gry plenerowe, organizowaliśmy podchody i nie myśleliśmy o tym co nas czeka za dwadzieścia lat. Każdy marzył, ale te marzenia były dziecięco nierealne. Wspinaliśmy się na drzewa, które były wieżami warownymi, uciekaliśmy przed wymyślonymi wrogami z patykami zatkniętymi za paski, objeżdżaliśmy całe osiedle gangiem rowerowym, kolorowym korowodem BMX-ów. Jedliśmy brudnymi rękoma hot-dogi z pobliskiej stacji benzynowej i zaklejaliśmy dziury w kolanach papką z babki lancetowatej. Beztroska. Dziś. Bo przecież ówczesne problemy urastały do rangi światowych konfliktów zbrojnych.

Nie twierdzę, że życie dzieci jest usłane kwiatami. Twierdzę jedynie, że mając „dorosłe” problemy, można czasem sobie przypomnieć o tym, jak bardzo chcieliśmy się zestarzeć. Oraz o tym, że świat dziecka może być piękny. Wszystko zależy od nas, starszaków, które świadomie lub mniej, stanowią wzór dla tych małych stworzeń. A zakazy wszystkiego skutkują okaleczeniem samodzielności. I choć trud i znój, warto od czasu do czasu obudzić w sobie dzieciaka.

 

 

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s