Jak nie rozpoczynać dnia

kubek

Wchodzę na scenę na trzęsących kolanach, ale z dumnie uniesioną głową, pierś wypięta i jakby nadstawiona do przypięcia medalu. Wspinam się, aż w końcu osiągam szczyt – Everest – staję przed mikrofonem. Oczy całej zatłoczonej tysiącami sali zwrócone są na mnie, powietrze brzęczy ciszą, wszyscy w napięciu czekają na słowa laureatki. Własna sylwetka ma odbija się w ich spojrzeniach pełnych zazdrości i podziwu jednocześnie. Wreszcie nadszedł ten moment. Uśmiecham się czarująco, błyskam bielą zębów niczym z reklamy Colgate i pierwszym zdaniem porywam tłum. Nagle słyszę odległe wołanie, ktoś biegnie, stukot małych stóp odbija się echem w zamarłej sali. Odwracam się w stronę kulis i widzę go. Niskiego, owłosionego, brudnego i tak lazurowookiego, że w oczach tych można utonąć. Teraz dosłownie, bo toną we łzach. I szepcze do mnie, choć głos się niesie daleko, wiem, że słyszę go tylko ja:

Czytaj dalej „Jak nie rozpoczynać dnia”