Fårö – gdzie Słońce skałom mówi dobranoc

picsart_08-15-11.53.06.jpg

Gdybym wierzyła w niebo, to właśnie taka mogłaby być jedna z miejscówek w tym przybytku. Bo przecież jeśli siedzisz na wysokiej skale, nad falami,  zamykasz oczy, słyszysz (morza) szum, (ptaków śpiew) mewy, czujesz wiatr we włosach i zatapiasz się w jednej tylko myśli: ale tu jest fantastycznie, to musi być właśnie ta genialna oaza spokoju ducha.  Czytaj dalej „Fårö – gdzie Słońce skałom mówi dobranoc”

Reklamy

Wyspa z epoki – Gotland

picsart_08-01-10.58.09.jpg

Gotlandia – największa szwedzka wyspa, róg obfitości średniowiecznych kościołów, skarbów, ruin i wspaniałych widoków oraz miejsce na idealny wypoczynek… szczególnie rowerowy. Wyspa jest co prawda najbardziej okazała z tych leżących na terytorium Szwecji, ale do przejechania dwukołowcem wzdłuż i wszerz idealna. Czytaj dalej „Wyspa z epoki – Gotland”

Hej då wakacje

wakacjeSkąd wiem, że skończyły się wakacje? Stąd, że pogoda się zepsuła, ciagle pada i alejami strumienie wody płyną. Stąd, że wszyscy rodzice informują nas z radością, iż ich pociechy rozpoczęły właśnie rok szkolny. Stąd, że w środkach komunikacji w godzinach porannych zaczęli pojawiać się małoletni w sporych ilościach. Stąd, że znajomi pytają mnie o plany na sylwestra. Stąd, że nie mogę wyjść do parku poczytać, bo chmury deszczowe tylko na to czekają czając się za winklem. Stąd, że w internetach jakby mniejszy ruch, znak, szkoły czynią swój obowiązek i gromadzą latorośle próbując nieść oświaty kaganek. Stąd, że do dużych polskich miast zjeżdżają studenci szykując się do kampanii wrześniowej. Stąd, że turystów jakby mniej, mniej eventów w mieście i mniej wystaw. Wreszcie stąd, że dzień zauważalnie stał się krótszy, szybko nastaje zmierzch, zbliża się pora herbat pod kocem przy oknie. Co pozwoliło mi zastanowić się nad tym, jak spędzamy czas wolny a szczególnie czas wakacyjny i jakie to konsekwencje życiowe niosą ze sobą te uczynki.

Przeprowadziwszy klasyfikację wczasowiczów musiałabym ich podzielić na grupy. Grup wiekowych jest kilka: dzieci na koloniach (Proszę pani, mam mrowisko w plecaku), nastolatkowie i ich wspólne wypady nad jezioro (Staryyyy, ale się w tym roku najebiemy!), studenci (Daj bucha i podaj mnie flaszkę), młodzi jeszcze bezdzietni (Robimy cos? Nie, leżymy, polej drina), bezdzietni w średnim wieku i ich odpowiedniki z pociechami na koloniach dziecięcych lub wypadach nad jezioro (Nareszcie seks częściej niż raz w miesiącu), emeryci i stali bywalcy sanatoriów (Deeeeeszczeeee niespokojneeee, a teraz podrowienia dla panny Krysi podczas których pan Waldek trzęsącą bynajmniej nie z przejęcia ręką otwiera drzwi do swojego pokoju przed panią Heleną, która z kolei z powodu artretyzmu wchodzi powoli i ostrożnie szukając włącznika światła).

Kolejna kategoria grupy społeczne: standardowa rodzina (Antoś, nie bierz tego do buzi! Tak, kupimy dmuchane koło. Karol, nie przy dzieciach!), młodzi i zakochani (Mua-mua), grupa parowa – para jedna, para druga, ewentualnie trzecia, czasem czwarta (To Wy dziewczyny idźcie się opalać a my z chłopakami sprawdzimy ten cały all-inclusive w hotelowym barze), standardowa rodzina powiększona (Bartuś, nie baw się zębami cioci, oddaj), dżentelmeni (nie dość, że się najebiemy to jeszcze wyrwiemy laski). I ostatnia grupa – niestandardowe przypadki: pojedyncze osoby, kocie mamy, veganie etc.

Dodam, że grupy mogą się przenikać. I tak grupa studentów może stanowić podgrupę grupy parowej lub odwrotnie albo też wśród stałych bywalców sanatoriów znajdziemy kocie mamy. W takie puzzle bawić się można do rana. Jednak co mnie bardziej dziś interesuje to sposób spędzania wakacji. Jak wspomniałam, już wiem, że się skończyły, znam liczne relacje i zadaję sobie pytanie, dlaczego nie potrafimy respektować sposobu spędzania czasu przez innych dookoła, skoro chcemy by nasz sposób szanowano?

Część wczasowiczów na wakacje czeka rok cały, by oddać się słodkiemu lenistwu. Biegnie na plażę skoro świt, rozstawia akcesoria i smaży się do obiadu. Po posiłku spacerek, winko, ewentualnie krótkie niepochłaniające energii zwiedzanie. Następnie znów leżakowanie, siesta, trochę alkoholu, rozrywki i spać. Inna grupa z kolei obładowana przewodnikami i mapami biega ze stoperem w ręku i martwi się czy aby na pewno zdąży wszystko zobaczyć. Niestraszne im Słońce, deszcz czy śnieg, są zabytki i miejsca, które obejrzeć trzeba i wypełniając ten święty obowiązek ta grupa wczasowiczów wraca z wakacji z czystym sumieniem i snując już plany na rok przyszły. Pozazdrościć kondycji można tym, które wybierają się na wakacje połączone z aktywnością fizyczną. I tak wszyscy biegający, pływający na nartach, grający  siatkówkę i korzystający z wczasów fitness powracają do pieleszy domowych zmęczeni ale lżejsi o cenne kilogramy. Aktywnie wypoczywających można tez spotkać popołudniami, kiedy to zaczynają się snuć po hotelowych korytarzach szukając środka kacobójczego i suszarki, żeby się wyrychtować na kolejny wieczór. Takie zabawy wiążą się z nie lada wysiłkiem, flaszka za flaszką, a ustać trzeba, godzina trzecia, a ustać trzeba i jeszcze dołączyć tu można próbę znalezienia osobnika płci przeciwnej lub w mniejszości przypadków tej samej, w celu kopulacji, bez konieczności powiększania liczby gatunkowej.

Niedawno przeprowadzałam rozmowę na temat wyjazdów w samotności i tego, że sprzyjają kontemplacji, wyciszeniu, tworzeniu. Uważam, że nie można się wzdragać przed takimi właśnie pobytami, jeśli chcesz wyjechać na wakacje, a nie masz z kim, nie szukaj na siłę. Jedź sam. Oczywiście, warto mieć obok osobę, z którą podzielisz się wrażeniami na bieżąco, jednak wizja zaprzepaszczenia wakacji z powodu braku odpowiedniego towarzystwa jest naprawdę dołująca.

Przeszłam przez kilka modelów spędzania czasu letniego i na dziś mogę powiedzieć jedno. Najlepsze wakacje to te zeszłoroczne. Tuż po przeprowadzce wyjechałam na północ, do przyjaciela. Dwa tygodnie w pustym hotelu, lasy, jeziora, góry i ryby. Regeneracja sił przebiegła nad wyraz wzorowo, ciało i duch odpoczęły jak nigdy wcześniej. Myślę, że każdemu kto potrzebuje złapania oddechu i oderwania się na chwilę od problemów, taki wyjazd w odosobnieniu przyniesie ukojenie. Bo przecież i tak trzeba zaraz wrócić do życia codziennego, które się zostawiło. Przez pewien czas można jeszcze pomarzyć „a gdyby nie trzeba?”. Co robilibyśmy mając wieczne wakacje?

Upały, a raczej ich brak i ich skutki wśród okolicznej ludności

Jadę ze znajomą pociągiem. Obie zmęczone i wytargane po całym dniu pracy. Obserwuje ją ze zmęczeniem, kiedy przegląda grupę na portalu społecznościowym przez telefon. Znudzona przewija palcem wypowiedzi i co jakiś czas raczy mnie cytatami: „To nie jest lato.”, „Nie mogę się opalić, nie ma Słońca.”, „Tragedia, czy tu zawsze musi być zimno?” –  W tym momencie patrzę za okno, Słońce akurat przyświeca i grzeje przez szyby wagonu. – „Nienawidzę lata w Szwecji, tu zawsze jest kiepska pogoda!” – I tak słucham narzekań na klimat w wymienionym przeze mnie kraju. Czy naprawdę Polacy to naród etatowych narzekaczy?

Na zewnątrz jest idealnie. Słońce świeci, ciepło, jednak nie gorąco, wieje delikatny wietrzyk, raz na kilka dni spadnie deszcz. Żadnej parnoty, powietrze czyste i jest czym oddychać. Ostatnimi czasy zdarzało się, że Słońce chowało się za chmurami, jednak nie były to chmury burzowe, zwykłe ot obłoki. Dzięki temu bywało chłodniej. Pogoda wprost idealna, przynajmniej według mnie. Ale moim rodakom to nie wystarcza. Wyraźne życzenia upalnego lata są aż nadto dobitne. A ja się pytam sama siebie, czy ci ludzie wiedzą, że mieszkają na południu Skandynawii? Cytując klasyk, taki mamy klimat.

Zastanawiam się, dlaczego ci, którym tak bardzo nie odpowiada mieszkanie w kraju uwarunkowanym pogodowo tak a nie inaczej, po prostu się nie przeprowadzą. Większość i tak jest tu tylko dla pieniędzy, nie zamierzają zostać na stałe, na dłużej. Czeka kilkanaście innych krajów z otwartym rynkiem pracy. Przecież nikt tu Was nie trzyma na siłę.

Zaczyna się od wyzwisk pogodowych. Bo przecież jest tak niedobrze, pogoda powinna mieć strojnik jak stare radia Zodiak. Po przekręceniu gałką 40 stopni i szał nagich ciał a w nocy kolejny ruch regulatorem i chwilowy deszcz, żeby oczyścić powietrze. Przecież najwyższy czas, żeby wynaleźć urządzenie zmieniające pogodę, bo tu się nie da żyć, przynajmniej sądząc po opiniach, koszmar. Po wyszydzeniu okropnej pogody Polacy przystępują do kolejnego ataku. Trzeba jeszcze skrytykować szkolnictwo, spółdzielnie, pracę, komunikację, miasto, ludzi, jednym słowem wszystko. A najlepiej tak, by nikt nie miał wątpliwości, że wyszydzający ma świętą rację i przedstawia uderzające w sedno sprawy argumenty, jak chociażby: „Ich system szkół jest tragiczny!”, „Wszędzie łapówki, mówię Wam wszędzie!” – Niestety gdzie jest to wszędzie, już się nie dowiedziałam.

Jakże wygodnie powiedzieć, że coś jest złe, bez żadnego uzasadnienia, bez uprzedniego myślenia i wysilenia szarych komórek dlaczego i co jest źle. Och, ja my uwielbiamy narzekać i krytykować, ale kiedy ktoś zapyta nas o to, jak my sobie wyobrażamy daną sytuację, co można by zrobić, żeby się zmieniła, jakie są nasze pomysły na usprawnienie – zapowietrzamy się i z wypiekami na twarzy mówimy, że z tym się już nic nie da zrobić, bo (wszechobecni) oni tak zarządzili. Wygoda takiego postępowania pozwala sądzić, że wystarczy obrzucić coś błotem, może wreszcie się zmieni. Mamy prawo obrażać, jednak zastanowienie się nad konsekwencjami naszych idyllicznych pomysłów widocznie za bardzo boli, bo tego już nie potrafimy zrobić.

Dyskusja z osobą, która poddaje świat krytyce, ale wysuwa ciekawe argumenty i pomysły, jest rzadko spotykana. Łatwiej się wykrzywić, ponieważ coś jest nie po naszej myśli. Taaak, cały świat się sprzysiągł przeciw uciemiężonym Polakom, męczennikom narodów. Brak myślenia przyczynowo-skutkowego. Jeśli nie jesteś ze mną, jesteś przeciw mnie. Prymitywne zachcianki z piaskownicy, chcę babkę, nieważne, że susza, niech ktoś poleje wodę piaskiem, bo chcę zrobić tę pieprzoną babkę. Dlaczego w takim razie sam nie chwycisz konewki? Oczekujemy za dużo proporcjonalnie do tego, co dajemy.  I zawsze jest źle.

Na zajęciach spotykam znajomych, którzy wrócili z wakacji w Polsce. Pytam z grzeczności jak było. Cholerne upały, nie da się oddychać, parno, duszno, ubrania lepią się do ciała. Widzę, że się opaliłaś. Tak, ale wiesz, straszna spiekota, ledwo wytrzymałam na plaży te 7 godzin. Kończymy palić papierosa i odzywają się głosy, że mogłoby trochę przygrzać, bo ciepło, ale Słońce znów chowa się za chmurą. Polakowi nie dogodzisz.