Będąc świadkiem

w0w3uck

Metro. Mniej więcej pierwsza w nocy. Pan urody typowo aryjskiej, ubrany markowo, schludnie i na pełnym stajlu w wieku średnim, wyglądający bardziej na biznesmena niż ziomka wracającego z party, obżera się chipsami. I obżera to bardzo trafne słowo. Bierze garściami i pakuje do gęby w tempie Usaina Bolta. Zagląda do paczki, sprawdza czy  aby na pewno się skończyły, ale upewnia się jeszcze kręcąc nią na boki, po czym bez mrugnięcia okiem, zgrabnie, ruchem baletnicy odrzuca opakowanie na podłogę. Przystępuje do poszukiwań chustki, jakżeby inaczej, równie markowej co reszta odzieży, wyciera nią dokładnie uwalane paluchy, chowa do kieszonki wewnątrz marynarki i na następnej stacji wysiada. 

Czytaj dalej „Będąc świadkiem”

Pochyl się nad psem

222

Wracamy po spacerze do domu. Przed wejściem do bloku stoi facet, też z psem. Tenże piesek przysiada sobie w wiadomej pozycji i wiadomo co robi. Ja przystaję, obserwuję, czekam. Pies kończy, facet idzie dalej. Pajac. Wołam gościa:
– Przepraszam! Nie sprząta pan po psie?
– Yyy… nie mam czym.
– Ja mam. – Tu wyjmuję z kieszeni woreczki i podchodzę do gościa podając mu jeden. Patrzy na mnie ze złością a oczach.
– Niech mi pani da spokój.
– Żartuje pan? Pan swoją kupę też zostawi sąsiadce pod oknem?
– Yyy… do widzenia. – Odchodzi.
– Pies to też obowiązek, jeśli pan tego nie sprzątnie, ja to zrobię i pójdę za panem aż do domu…
Facet niepewnie się przygląda, pewnie zastanawia się czy jestem  zdolna zostawić mu psią kupę na wycieraczce, w końcu kiwa głową w milczeniu, podchodzi po worek, wraca do stolca niezgody i grzecznie sprząta. Odchodzi bez słowa.

Jestem z tych walczących. Po psie trzeba sprzątać. Bezdyskusyjnie. Wszyscy moi znajomi wiedzą, że zawsze mam przy sobie zapasowe woreczki i zawsze ich używam, zwracam innym uwagę i jestem dość upierdliwą suką pod tym względem. Tym bardziej mieli ze mnie ubaw kilka tygodni później.

Spaceruję z psem. Telefon się zawiesił, akurat przy wielkim pasie zieleni, miejscu które mija większość właścicieli psów z Wildy. Otwieram go, wyjmuję baterię, skubaniec spada na ziemię, rozsypuje się, no to zbieram go, składam kucając. Mój pies w tym czasie hasał na kilkumetrowej smyczy. Złożyłam, idę dalej próbując uruchomić. Podjeżdża auto z lewej:

– Dzień dobry. Będzie mandat, dowodzik można?
Bum!
– Słucham? – Odwracam się i mam przed oczyma auto straży miejskiej, pani z siedzenia pasażera patrzy na mnie mało sympatycznie. – Jaki mandat?
– Nie sprząta pani po psie. – Kobieta wysiada. – Pani da dowód. Piesek dwa razy miał podejście do kupki.

Normalny człowiek reaguje normalnie. Ja zaczynam się histerycznie śmiać. Kobieta odsuwa się o krok. Następuje dyskusja, w końcu daję dowód, do kobiety nie dociera nic, nie widziałam co się stało, moje 15 tysięcy woreczków w kieszeniach kurtki, spodni, torby, zapewnienia i to, że nigdy nie dostałam mandatu (sasasa). Byłam wkurwiona przez pewnie około kolejne dwa tygodnie, żyłam z poczuciem pierdolonej niesprawiedliwości. A moi znajomi i rodzina, jak wspomniałam, szydzili ze mnie przez kolejny rok. A było to kilka lat temu, chyba trzy.

Teraz mieszkam w innym miejscu i czas, który minął nie ma żadnego znaczenia, dlatego, że byłam tu już wcześniej. I nie trzeba zwracać uwagi ludziom na obowiązki właściciela psa, po psach się sprząta, psy się szkoli, nie szczekają na obcych, nie są agresywne, nie wyją w nocy. Można? Można. Tylko trzeba chcieć i mieć świadomość, że pies to nie tylko towarzystwo i przyjemność, to też zobowiązanie i sumienność. Sprzątanie po psie to tylko jedno z najbardziej trywialnych zadań. „Stajesz się odpowiedzialny za to, co oswoiłeś.” Bezterminowo.

55