Bilans powakacyjny

Napisane: wrzesień 2021

Na minus: dwa paznokcie u obu stóp. Nie ma ich wcale.

Na plus: zaliczone Bieszczady.

Tegoroczne wakacje były inne niż wszystkie. Początkowo intensywne i skompilowane, druga ich część już łagodniejsza, spokojniejsza, wolniejsza.

Odwiedziny w Polsce po długim okresie niewidzenia się z bliskimi i to jeszcze odwiedziny dwóch różnych krańców kraju w ciągu dwóch tygodni, jazda samochodem setki kilometrów, które potem okazały się tysiącami to wyzwanie. Jednak z perspektywy czasu, chyba to było najlepsze rozwiązanie.

Odpoczynek po powrocie i kolejne wyjazdy toczyły się już w trybie slow-life. Śniadania w ogrodzie, pływanie, leniwe picie matchy na poduszkach, przyjemność z gotowania, rozrywki umysłowe, gry planszowe, książki w każdej ilości i kolejne wyjazdy skoncentrowane na prostocie i naturze idealnie wpisały się w ten nurt slow-wakacji.

Na minus: nadprogramowa waga po wizycie w Polsce.

Na plus: doceniam lżejszą kuchnię, którą uskuteczniam w swoim domu.

Kiedyś pisałam na blogu o swoich najlepszych wakacjach, które właściwie wakacjami nie były, a wyjazdem do przyjaciela na północ i spędzeniem tam prawie dwóch leniwych tygodni. Ale takich przyjemnie leniwych, obejmujących wędrowanie po lasach, piknik w starym, zarosłym już zielskiem tartaku i korzystanie z czasu tu i teraz. Tegoroczne wysuwają się jednak zdecydowanie na prowadzenie.

Na plus: pływanie/kapanie się we wszystkich zbiornikach wodnych, do których udało się dotrzeć.

Na minus: komary z niezliczonej ilości w jednym z przybytków. Więcej komarów. Jeszcze więcej komarów.

Po powrocie do pracy i kilku tygodniach nachodzi mnie refleksja, że jednak najlepsze wakacje to takie, w których mamy czas dla siebie i tego co sami kochamy. Czy to jest rodzina, czy konkretne miejsca, czy przyjaciele czy też wybrane rozrywki już musimy odpowiedzieć sobie sami.

Gros ludzi przysłowiowy urlop spędza na renowacjach mieszkań czy domów lub robieniu tego na co nie mieli czasu przez cały rok, a i tak wcale nie mają na to ochoty.

Remont może wykończyć i jest niekoniecznie najlepszą formą spędzania tego jedynego wymarzonego urlopu. Podobnie wymuszone spędzanie czasu z kimś kogo sami nie wybraliśmy. Dlatego dobrze jest wiedzieć co nam sprawia przyjemność, być ze sobą szczerymi a wobec świata asertywnymi, nawet jeśli tym światem jest osoba albo kilka. 😉

Taka znajomość siebie i swoich potrzeb jest na wagę złota, kiedy następuje moment wyboru spędzania czasu. Ale jeśli nie jest się pewnym, ciągle się próbuje i poszukuje, też wspaniale. Odpoczynku trzeba się nauczyć. Zarówno jak i siebie samych, a że ciągle się zmieniamy i rozwijamy, toteż umiejętność poznawania siebie samego bywa ważna.

Na plus: wakacje.

Dopisane: styczeń 2022

Łzy i objęcia. Kiedy nadchodzi moment wyjazdu z Polski, pojawia się wzruszenie u wielu osób (czasem ze mną włącznie) oraz informacja zwrotna, że jak zwykle, za krótkie te odwiedziny. Staram się wczuć w emocje tych osób, które za nami, emigrantami, tęsknią i chciałyby mieć nas obok, tak jak kiedyś. Z drugiej strony, moje życie toczy się tu, w innym kraju. Staram się to jakoś im, tym tęskniącym, zakomunikować, że też chciałabym zostać jeszcze chwilę, ale niestety, nie mam możliwości wydłużyć takiego pobytu. Tłumaczę też delikatnie, że żeby tu być, wykorzystuję prawie cały przysługujący mi w danym okresie urlop. A co za tym idzie, nie mam prawdziwego wolnego, chyba że wliczymy tu jeżdzenie w odwiedziny, bo skoro już jesteś w kraju, to wypada odwiedzić.

Dlatego staram się, mimo tęsknoty, zorganizować urlop tak, żeby jednak użyć wakacji i odpocząć. Ciężko pracuję cały rok, dlatego te kilka tygodni wolnego powinno być dla mnie przyjemnym czasem. Będąc w Polsce, wyznaczam dni na odpoczynek i leniuchowanie, spacery i zwiedzanie. I nie daję się namówić na wydłużenie pobytu kosztem reszty urlopu. Tu wracam do tej wspomnianej wcześniej asertywności, żeby jednak postawić siebie na pierwszym miejscu i mieć czas na odpoczynek.

I między innymi dlatego, po ostatniej wizycie w ojczyźnie, potrzebowałam kilku dni, żeby poczuć ten czas wolności, więc weekend po powrocie spędziłam w Kopenhadze.

Odpoczywać też trzeba się nauczyć, tak jak i swoich potrzeb. Tego życzę Wam, Czytelnicy, rozumienia swoich potrzeb i idealnego dla Was odpoczynku. I wszystkiego dobrego w roku 2022, który już skubaniec się zaczął prawie dwa tygodnie temu a już pędzi jak szalony.

Pandemiczny pamiętnik

Czerwiec 2019

Nic co ludzkie, nie jest mi obce. Ludzie czasem chcą być za bardzo dystyngowani i niestety ucieka im w świadomości to, że wszyscy jesteśmy tacy sami.

Posmak mięsa, bez przypraw, zapach mięsa, twardość bardzo duża. Podobno dobra na zęby.

Czytaj dalej „Pandemiczny pamiętnik”

O tym jak trafił mnie jasny szlag

5cf4ad29-bfe2-4a7a-b3af-420303cb8746

Tydzień zaczął się bardzo źle. Poniedziałki zwykle mnie nie rozpieszczają, ale ten był wyjątkowo parszywy. Wiedziałam też, że nie znajdę czasu na żadne przyjemności przez kolejne kilka długich dni, a jak mi się poszczęści może i więcej. I tak, gromadząc dobry humor już od pierwszego dnia, pocieszałam się myślami, ze zawsze może być gorzej. Zawsze mogłabym jeszcze w drodze do pracy wdepnąć w jakieś badziewie i powkurwiać się jeszcze bardziej.

Poniedziałek minął więc na klnięciu i cichutkim powarkiwaniu.

We wtorek wcale nie było lepiej. Wiedząc już, że nastrój i samopoczucie leci na łeb na szyję szybciej niż oglądalność Kuby Wojewódzkiego, staram się mimo wszystko uśmiechać. Podobno to działa. Układanie grymasu zadowolenia na twarzy powoduje wydzielanie się endorfin i człowiek jest szczęśliwszy. To mogę Wam powiedzieć, że i owszem, chyba, że jest to uśmiech Jokera, wtedy współpracownicy zaczynają szeptać po kątach i spierdalają przed tobą w podskokach.

Środa, zaraz po poniedziałku, jest najbardziej intensywnym dniem w mojej pracy. Więc jakże mogłoby być inaczej w tym cudnym tygodniu radości. Był ogólnie mówiąc – rozpierdol.

Po rozpierdolu przyszedł czwartek i jak się możecie domyślać, wkurw już był tak wielki tego dnia, ze postawili mi kratki dookoła biurka i zakazali się zbliżać do ludzi. Czytaj dalej „O tym jak trafił mnie jasny szlag”

Szwedzkie przygotowania do Eurowizji

PicsArt_03-18-12.36.42.jpg

Niedawno odbył się kolejny finał Melodifestivalen, czyli szwedzkich eliminacji do Eurowizji. I tak jak, kiedyś o tym pisałam, u nas w Polszy traktuje się ją po macoszemu i jako festiwal wiejskiej pieśni i tańca, tak Szwedzi podchodzą poważnie do tematu i wybór zawodników do międzynarodowych zmagań wzbudza duże emocje. W czym prawdopodobnie pomaga fakt, że Czytaj dalej „Szwedzkie przygotowania do Eurowizji”