O tym jak trafił mnie jasny szlag

5cf4ad29-bfe2-4a7a-b3af-420303cb8746

Tydzień zaczął się bardzo źle. Poniedziałki zwykle mnie nie rozpieszczają, ale ten był wyjątkowo parszywy. Wiedziałam też, że nie znajdę czasu na żadne przyjemności przez kolejne kilka długich dni, a jak mi się poszczęści może i więcej. I tak, gromadząc dobry humor już od pierwszego dnia, pocieszałam się myślami, ze zawsze może być gorzej. Zawsze mogłabym jeszcze w drodze do pracy wdepnąć w jakieś badziewie i powkurwiać się jeszcze bardziej.

Poniedziałek minął więc na klnięciu i cichutkim powarkiwaniu.

We wtorek wcale nie było lepiej. Wiedząc już, że nastrój i samopoczucie leci na łeb na szyję szybciej niż oglądalność Kuby Wojewódzkiego, staram się mimo wszystko uśmiechać. Podobno to działa. Układanie grymasu zadowolenia na twarzy powoduje wydzielanie się endorfin i człowiek jest szczęśliwszy. To mogę Wam powiedziec, że i owszem, chyba, że jest to uśmiech Jokera, wtedy współpracownicy zaczynają szeptać po kątach i spierdalają przed tobą w podskokach.

Środa, zaraz po poniedziałku, jest najbardziej intensywnym dniem w mojej pracy. Więc jakże mogłoby być inaczej w tym cudnym tygodniu radości. Był ogólnie mówiąc – rozpierdol.

Po rozpierdolu przyszedł czwartek i jak się możecie domyślać, wkurw już byl tak wielki tego dnia, ze postawili mi kratki dookoła biurka i zakazali się zbliżać do ludzi.

Najgorsze z tego wszystkiego bylo to, ze nie mialam czasu na posprzątanie mieszkania. Mogą potwierdzić ci co mnie znają, bałagany doprowadzają mnie do furii. Szczególnie, jeśli mam dużo pracy przy komputerze czy nauki, a na kanapie leżą ubrania, podłoga nieodkurzona, szafki w kuchni nieumyte i jak kiedyś każdy z Was w nastoletnim życiu mając zabałaganiony pokój pewnie słyszał od rodziców, nic tylko wysrać się na środku. U mnie nie jest tak aż źle, ale nawet mały bałagan źle wpływa na moje sampoczucie.

Niedawno też wprowadzili się wreszcie nowi sasiedzi do mieszkania obok. I tak jak się ucieszyłam i już już lazłam, żeby ich chlebem i solą powitać, tak szybko starto mi uśmiech z twarzy, bo lokatorzy ci nie mają za grosz szacunku do innych ludzi w budynku i chociaż się nie widzieliśmy jeszcze*, to już pałam do nich gorącą nienawiścią. Po pierwsze primo ich dziecko albo beczy tuż przy mojej ścianie albo się przy niej drze. Jak nie robi ani jednego ani drugiego, to starzy napierdalają muzą tak głośno, ze basy wprawiają w wibracje moją tacę ze świecznikami i mam rytmiczne buczenie metalu w domu. Poważnie. Albo z kolei ze sobą gadają tak głośno, że słyszę każde słowo i kurwa nie mam pojecia co to za język, ale jak tak dalej pójdzie, to sie w końcu nauczę ze słuchu.

Z powodu tego dzieciaka, co to prawdopodobnie śpi już od 20, nie włączam odkurzacza kiedy wracam do domu. I to też mnie wkurwia, ze mam brudną podlogę. I jeszcze to łup łup łup w ścianę. We własnej chacie czlowiek nie moze odpocząć.

Ostatnio kiedy wracałam mieli otwarte okno w kuchni, myślę, zagaję, poznamy się, może im wyjaśnię o co kaman i się trochę ogarną, w końcu mieszkają w bloku. Jednak zbliżając się do okna już wiedziałam, że się przy nim nie zatrzymam. Rozchodzący się zapach starego oleju i jeszcze starszego mięsa skutecznie mnie powstrzymał.

I właśnie, w skrócie, w domu syf, brak czasu, sąsiedzi napierdalają mi świeczkami electro rap a ci z dołu grilla na śmierdzącej podpałce i nawet okna nie da się otworzyć w upał. Także wyobraźcie sobie – brudno, gorąco, hałas, dzieciak, a ja cała na czarno mam juz kurwa normalnie dość.

Więc w ten właśnie czwartek osiągam stan wydawałoby się krytyczny, ale jakoś doczołguję się do domu wieczorem i na pełnej kurwie rzucam się na łóżko, myśląc, że piątek jutro, będzie lepiej.

Tymczasem w piąteczek, kiedy ja już tylko tymi wątłymi nitkami nadziei trzymam się, co by nie popaść w regularne szaleństwo i nie zarąbać laptopem pół biura, pojawia się on i mówi.

Myślę, ze powinniśmy mieć służbowy parmezan do lunchu. I pyta się czy mogłabym to załatwić.

Jasne, już pędzę. Patrz jak biegnę.

Poziom stresu rośnie, poziom komfortu spada. Gdybym była postacią w Sims, to mój pasek zadowolenia miałby kolor jebitnie krwistoczerwony.

Tak więc, piąteczek. Wychodząc z roboty opluwam sobie w szale brodę, kiedy jeden koleś pyta się mnie czy cieszę się, że już weekend. W domu jestem oczywiscie późno, bo po drodze masa rzeczy do załatwienia. Dzień następny powinien obfitować w relaksy i inne takie, ale nie, hola, hola, przecież to kolejny weekend zaplanowany od rana do wieczora.

Słonecznym porankiem wsiadam na rower, gwoli ścislosci cały biały, a ja nadal cała na czarno, co idealnie oddaje stan mego ducha. Zapierdalam nim na działkę, na sezonowe sprzątanie, wyrywanie chwastów i inne takie wspólne działkowiczów atrakcje. Tyle, że to nie moja działka. Ale dzielnie stoję na zebraniu, słucham tych wszystkich kłótni przez godzinę, po czym równie dzielnie macham łopatka i pozbywam się wszystkiego co nie jest trawą w alejce. Tak macham, że robi mi się odcisk we wnętrzu prawej dłoni. Różowy mięciuśny bąbelek. Klęczę więc w trawie i chwastach, z wiadrami u boku, z jedną reką jeszcze w rękawicy a drugą podtykam sobie pod nos, co by się lepiej przyjrzeć i zaczynam kląć. Klnę we wszystkich językach w jakich znam przekleństwa, a tych jest dużo. W niektórych znam tylko przekleństwa.

Podnoszę ręce ku niebu i pytam dlaczego. Nikt mi nie odpowiada, bo jestem ateistką i nie dla psa kiełbasa. Nie ma tu łaski pańskiej. Zapierdalam więc ręką lewą i prawą na zmianę, zmieniając też sposób trzymania łopatki. Dosc powiedziec, ze kiedy już wracałam mym białym rumakiem do domu, żeby się przebrać i jechać dalej, na urodziny, mój wewnętrzny gniew był gniewem zewnętrznym.

Drugi powód, dla którego to wszystko tak mnie irytowało, to kwestia braku czasu na cokolwiek, a szczególnie na medytacje, które mnie uspokajają i wyciszają, bo normalnie jestem oazą pierdolonego spokoju. 

Więc po przebraniu, jadę metrem, jad mi kapie z japy, bucha para z nozdrzy, ludzie się odsuwają. A ja tylko myślę o tym, że jak tylko zmienię metro na autobus to wreszcie znajdę chwile dla siebie, mój czas, tylko ja i moja przestrzeń. Wsiadam do autobusu, odpalam apkę do medytacji i już tu jestem. Pańcia mówi, jesteś tu i teraz, i ja jestem tu i teraz. Nawet aż tak bardzo mnie nie wkurwila laska, która usiadla obok, choć byla masa wolnych miejsc. Ja jestem tu i teraz. Pańcia mówi, widzisz problemy i stres na ekranie przed sobą. Żebyś kurwa wiedziała, widzę je jak ja pierdolę. Pańcia mówi, przenieś je mentalnie za siebie, za głowę, teraz ich nie widzisz. Więc ja przenoszę, po kolei. Wszystko. Macham mentalną łopatką, jak tą od działkowych chwastów. Zmieniam na szpadel i napierdalam, przenoszę wszystko kurła! Pańcia mówi, skup się na sobie, na tym co jest dookoła, zauważ drzewa. To ja skupiam się i zauważam. I czuję, że jest zajebiście. Wreszcie w całym tym tygodniu spokój ducha. Wdech. Trzymam. Wydech. 

Umysł czysty jak świeża pielucha. Nirvana blisko. Medytacja się kończy, a ja po chwili dojeżdżam z błogim usmiechem na przystanek docelowy. Przepraszam z tym samym wyrazem twarzy pańcię z siedzenia obok, bo chciałabym wysiąść. Ona się podnosi z siedzenia i czeka w przejściu a ja wstaję, żeby wysiąść. I to wstanie było błędem. Pańcia zakryła usta dłonią, a kierowca wstrzymał oddech kiedy z głuchym hukiem uderzyłam z całej siły głową w metalową półkę na walizki. Zobaczyłam gwiazdy i całą medytację i napieprzanie mentalną łopatką wzięło w łeb. I wtedy właśnie ostatecznie i na dobre trafił mnie szlag.

d59b9bde-f120-40fb-a977-7e330c826e59
Tu na wzgórzu czasem odpoczywam po ciężkim tygodniu.

Historia sprzed kilku tygodni, ale napisana, nie doczekała się poprawek, bo popadłam w niemoc twórczą. Popadłam kilka miesięcy temu już, ale dopiero powoli się wybudzam.

*Już zdążyliśmy się spotkać. Dwa razy dzień dobry przy otwieraniu drzwi mieszkania oraz raz wracając do domu zapukałam im, że mają klucze w drzwiach. Pan wyglądał na zmęczonego życiem. A konkretniej naćpanego. Także kolorowo. 

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s